Aniouuu

2006-11-21 19:48:37

Armuel był jednym z wielu pracowników firmy NIEBO & KĄPANY - Spółka Zoo. Zwykłym szaraczkiem wśród aniołów. Jedynym jego zadaniem było odprowadzanie dusz umarłych do wielkiego tunelu. Przy wlocie przejmowali je tak zwani odprowadzacze. Jak na anioła nie był przystojniakiem - pewnie dlatego omijały go wszystkie awanse - z tegoż to powodu w czasie pracy zazwyczaj przybierał postać pięknego skrzydlatego młodzianina. Tylko taka iluzja gwarantowała, że podopieczny się nie wystraszy.
Czasami tylko, gdy trafiał na wyjątkowego niegodziwca, pozwalał sobie na to by niczego nie zmieniać. Wystraszonego delikwenta odstawiał do pododdziału nazywanego PIEKŁEM a tam nieszczęśnika przejmowali aniołowie jeszcze szkaradniejsi od niego - nie wiedzieć czemu nazywani diabłami.
Nieraz narzekał, że strasznie nudną ma robotę. Nikt jednak nie okazywał mu zrozumienia. Ile razy można nieuświadomionym umarlakom powtarzać, że już finito, że czas udać się w kierunku światła. Niektórzy - nazywał ich pacjentami szczególnej troski - nie chcieli przyjąć do wiadomości faktu, iż wyzionęli ducha. Próbowali dalej normalnie egzystować. Zakłócając tym funkcjonowanie żywych. Żywi szybko przypinali takiemu miejscu etykietkę "nawiedzone" i uciekali. Taka zbuntowana dusza była do tego stopnia przywiązana do świata materialnego, że kompletnie ignorowała sferę astralną, w której chcąc nie chcąc zaczęła funkcjonować. Skutkiem tego nie widziała Armuela i jedynym ratunkiem byli ludzie zwani egzorcytami.
Nuda, nudę nudą pogania. Co za niewdzięczna robota. Cóżem ja złego uczynił że mnie tak pokarano? - narzekał w głębi duszy i dalej robił swoje. Razu pewnego umyśliło mu się - gdybym zrobił małą przerwę to nikt by nawet nie zauważył. Przecież takich jak on były setki tysięcy. Czy komu zrobi różnicę, że Armuelek poleniuchuje przez jakiś czas?

Opuścił sferę astralną; unosił się jak pyłek nad wielkim betonowym blokowiskiem. Jego rewir, jego cholerny rewir - wylęgarnia świeżych dusz. Ludzie padają tu jak muchy. Nawet teraz zmysły sygnalizowały kolejnego pacjenta do zabrania.
Poczekasz chwilkę kolego,poczekasz - pomyślał - chyba nigdzie ci się nie śpieszy? Masz całą wieczność.
Odkąd pamiętał chciał sprawdzić jak to jest być człowiekiem. Odczuwać zmysłami świat materialny. Dowiedzieć się co jest aż tak pociągającego w tym wymiarze, że niektórzy nie chcą go opuścić.
Hmm może by tak spróbować? Pokusa, ach ta pokusa. W sumie to tak jakby się zbuntował, więc czemu nie pójść na całość? Opadł trochę niżej. Miasto tętniło różnego rodzaju energiami jakby było ogromnym organizmem. Wyrzygiwało rytmicznie szaleńcze impulsy świateł i kolorów. Rozpaczliwie charczało wszechobecnym łoskotem jak rozedrgany w nerwowej agonii nieszczęśnik.
Jego uwagę zwróciło podłużne, kipiące ludzką energią, czerwone pudło na kołach. Co oni tam robią? Dziwne. Ciekawość wygrała z ostrożnością - nie zwlekając ani chwili wniknął do środka. Duszna ciężka atmosfera zadziałała na niego przygnębiająco. We wnętrzu stało mnóstwo ludzi ściśniętych do granic możliwości. Aury energii otaczające ich ciała, większość w różnych odcieniach szarości, przenikały się nawzajem. Jedni promieniowali niechęcią i agresją. Innych otaczała trupio blada
mgiełka melancholii. Gdzieniegdzie błysnął wesoły ognik - ktoś znalazł rozwiązanie dręczącego go problemu. Niektóre miały czarne plamy - oznaki toczącej ciało poważnej choroby.
Przenikając przez energie kolejnych ludzi Armuel czuł sie coraz gorzej. Otaczony przez posępne zrezygnowane facjaty.Przymróżone oczy strzelające pogardą. Dlaczego skazują się na takie tortury - myślał - trzeba pomóc tym nieszczęśnikom. Wiedział, że jest tylko jeden sposób by poprawić tu atmosferę. Musi wejść w czyjeś ciało i zapoczątkować proces przekazywania pozytywnych wibracji. Przekaże innym ładunek miłości. Trzeba tylko znaleźć kogoś kto będzie kamyczkiem wywołującym lawinę dobra. Rozglądał się gorączkowo po pasażerach szukając kogoś o delikatnym, miłym wyglądzie. Znalazł. Rudy, czytający książkę dwudziestoparolatek.

Wygląda mi na ucieleśnienie niewinności i cnót wszelakich. Nada się, nada się - stwierdził Armuel i wskoczył w ciało młodzieńca. Jego zmysły momentalnie oszalały. Otoczenie było lekko rozmazane. Wszystko go dotkliwie gniotło i uwierało - a zwłaszcza spodnie w kroku. Zupełnie nowe doznania jak dla anioła. Najgorszy był węch. Nigdy wcześniej nie czuł zapachów. Teraz uznał, że niewiele tracił. Ostre, zjełczałe wonie wdzierały się w jego nozdrza przyprawiając o zawrót głowy.
Najdziwniejsze było jednak to nie widział już żadnych aur ani energii.
Ale żem se przyjemności zapodał - pomyślał zdegustowany. Minęło kilka chwil nim doszedł do siebie i zapanował nad ciałem.Ostrożnie obserwował współpasażerów zastanawiając się kto najbardziej potrzebuje pomocy. Przed nim stał łysy młodzian o lekko nieprzytomnym wzroku i smierdzącym oddechu. Tak - oto on! Armuel uwolni go od cierpień. Postanowił przekazać jak najwięcej pozytywnych emocji i posłając ku nieszczęśnikowi szeroki, promienny uśmiech.
- Kuwaa so sie gapiszsz pedale? - rzekł łysy - W yyyja kceszsz?
Och już mu lepiej - radował się anioł i choć nie rozumiał ani słowa z ludzkiego języka, uznał że musi to być jakaś forma powitania bądź podziękowania. Bidulek. Pewnie wiele się w życiu nacierpiał. Muszę go przytulić - postanowił. Nie panując jeszcze do końca nad tym nowum jakim było dla niego ciało, podniósł się niemalże tracąc równowagę i wyciągnął dłonie ku cierpiącemu.
- Aa piedolee... peaau kuwa!
Armuel ujrzał zbliżającą się pięść łysego. Chwilę później rozbłysły przed nim gwiazdozbiory. Chyba nawet drogę mleczną ujrzał przez chwilę. Nim zdołał to wszystko ogarnąć, cudowne widzenie zniknęło i pojawił się ból. Cierpienie wykrzywiło mu twarz. O niewdzięcznicy! - wzbierało w nim rozgoryczenie - o wy...wy... Postanowił ewakuować się nim otrzyma kolejny cios.

Wyskoczył z ciała i błyskawicznie się wzniósł. Nic tu po mnie, Ziemia to nie miejsce dla aniołów. Lecąc zanucił starą anielską piosnkę motywacyjną. Zarząd spółki NIEBO & KĄPANY zalecał przecież stosowanie jej w momentach zwątpienia ku pokrzepieniu serc.
"Hej ho! Hej ho!
Do pracy by się szło.
Hej ho! Hej ho!
Hej ho! Hej ho!"

skomentuj (0)
Strona główna